PNM VIII oczami orga.

Cześć i czołem!

Dzisiaj będzie trochę inaczej. Relacja nie będzie trzecioosobowa, jak to zwykle było. Tym razem przejmę klawiaturę i napiszę coś od siebie. Czemu? Czemu nie. Czasami zmiany są dobre, czasami przynoszą odwrotny skutek, ale chciałbym przekazać swoją opinię licząc, że znajdą się chętni do dyskusji.

Zacznijmy jednak od początku, kiedy nic ciekawego się nie działo. Ot, przyjeżdżamy na miejsce w okolicach 7:30, zahaczając po drodze o stację, żeby zrobić drobne zapasy. Jest nas łącznie osiem osób, każdy z określonym zadaniem. Wydawać by się mogło, że w tyle osób zrobimy wszystko raz dwa. Niestety przy scenariuszu takim jak Marry i Lucy roboty jest więcej, głównie dlatego, że trzeba zanieść osiem skrzyń i dwie platformy. Mniejsze muszą powędrować za skarpy, więc trening łydek z rana jak śmietana. Zegar tyka, a na 8:45 muszę stanąć przy chronografie. Dałem radę, ale co do minuty. Zawsze musimy wysłać kogoś na parking, aby pilnował porządku i popędzał spóźnialskich. Tutaj pierwsza uwaga dla wszystkich przyjezdnych. Odprawa zaczyna się o 9:15 i według planu ma trwać nie dłużej niż 15 minut, aby zacząć o czasie. Jest coraz lepiej, ale zawsze ktoś się spóźni i później dopytuje co trzeba robić. Uwierzcie, że nie po to Artur stoi z megafonem, żeby później każdy musiał spóźnialskim tłumaczyć jak skręcić rakietę, kim jest inżynier albo skąd wziąć oznaczenie drużyny.

Odsuńmy jednak na chwilę negatywne emocje i pozwólcie, że napiszę o pozytywach. Największym z nich jest ilość graczy, która przybyła. Ponad stu dwudziestu ludzi stojących na odprawie. Oczy się cieszą niesamowicie, że przyjeżdżacie i dobrze się bawicie. Aż chce się dźwigać te skrzynie jeszcze dalej. Tutaj muszę wrzucić kolejną drobną uwagę. Tym razem dwuszereg, odliczanie i podział okazały się tragedią. Chcecie grać jako drużyna, logiczne, ale uszanujcie proszę czas innych i podczas zmiany stron zróbcie to sprawniej. W momencie, kiedy pierwsza transza zmieniła stronę wszystko się rozpadło. Nie było już szeregu i możliwości sprawnego, ponownego odliczenia. Koniec końców się udało, ale były to kolejne stracone minuty.

Obiecałem pozytywizm, a chyba skończy się jak zawsze. Kolejnym etapem było rozdanie oznaczeń grup. Przypomniało mi to szturm na sklepy w USA podczas Black Friday. Nie prościej ustawić się w kolumnie i po kolei podchodzić do orga, aby wydał oznaczenie? Taka luźna propozycja, która może przyspieszyć cały proces i ułatwić życie.

Dobra, teraz naprawdę będzie fajnie, obiecuję. Staliśmy sobie na punkcie startowym i czekaliśmy na dźwięk petardy rozpoczynającą grę. Nogi już tuptały w miejscu, repliki rozgrzane, kulki załadowane i nic tylko pójść i strzelać. Bum. Petarda poszła.

Większość grupy ruszyła okupować lewą skarpę. Podziwiam, bo mi nigdy nie chce się tam wspinać, przynajmniej na początku. My ruszyliśmy przed siebie, w stronę centrum i odbiliśmy w prawo, na drugą skarpę. Liczyłem na fajne podejście po cichu, na plecy wroga. Jakie było moje zdziwienie, kiedy przeciwnik wpadł na ten sam pomysł, ale był o wiele dalej! Przyczailiśmy się i stwierdziłem, że zasadzka będzie super pomysłem. Nas trzech, ich dwóch, zrobimy to na cacy i ruszymy dalej. Plan miałem dobry, cela niestety gorszego. Przez to, że spudłowałem w tamtej chwili wszystko się posypało. Moje morale, dobra pozycja i efekt zaskoczenia. Dostałem po krótkiej wymianie ognia i usłyszałem później od chłopaków, że do tamtych dwóch dołączył spory oddział i wycięli nas w pień. Dało to niebieskim możliwość zabezpieczenia całej skarpy wzdłuż i wszerz. Przyznać trzeba, że byli nieźle zorganizowani i siali zniszczenie na polu gry.

Idąc jednak dalej. Podjąłem z ekipą kilka prób odbicia wzgórza i w momencie, kiedy zdecydowałem się na wspinaczkę na samym skraju terenu zwieńczoną również odstrzeleniem zrezygnowałem. Skarpa była stracona i mogliśmy ją odbić jedynie większym oddziałem. Zmieniliśmy więc plan i poszliśmy tam gdzie wszyscy na początku, na lewą skarpę (patrząc od strony respa czerwonych). Był to moment kluczowy, ponieważ wtedy zdecydowałem się odwiesić replikę i nałożyć kamizelkę organizatora. Cofnijmy się jednak kilka minut. Siedzimy przyczajeni między drzewami i widzimy wroga. Nie tylko widzimy, ale mamy go na muszce. Co mogło pójść nie tak pomyślicie. Otóż wiele rzeczy, a jedną z nich była moja linia strzału. Rozejrzałem się i ujrzawszy, że jesteśmy zbyt blisko drogi natychmiast podjąłem działanie. Przy takim układzie nie trzeba wiele, aby coś się stało, a stać się mogło karoseriom samochodów zaparkowanych niedaleko. Z początku myślałem, że czai się tam jedynie kilku ludzi. Nic bardziej mylnego! Dwa duże oddziały czerwonych i niebieskich zbliżały się do siebie i mogło być gorąco. Cofnąłem wszystkich, oczywiście napotykając drobne sprzeciwy i od tamtego czasu strefa przy drodze była “czysta”. Niestety rzutuje to na tym, że przy okazji kolejnej imprezy będziemy musieli rozwiesić więcej taśm i tabliczek.

Od tamtego momentu gra przebiegała sprawnie, przynajmniej z mojej perspektywy. Poza drobnymi “nie dostałem” – “na pewno dostałeś!” nie spotkałem się z agresją czy innymi spinami. Dostaliśmy sygnał, że ktoś strzela do ludzi w kamizelkach trupa. Poszliśmy, sprawdziliśmy, nic nie zobaczyliśmy. Tutaj oczywiście nie twierdzę, że czegoś takiego nie było. Od siebie mogę jedynie poradzić, aby używać większych kamizelek odblaskowych i kłaść je na głowę, a odstawić do szafy małe kawałki czerwonych szmat widocznych jedynie na klatce. Te z taiwana są fajne, ale nie zawsze je widać, miejcie to na uwadze. Wyobraźcie sobie, że schodzicie jako “trup” na respa i wyciągnęliśmy szmatkę z kamizelki. Widać ją jedynie od frontu, prawda? Jak więc snajper zaczajony w krzakach ma to zweryfikować? Taka luźna myśl.

Idąc ku końcowi, bo dawno tak się nie naklikałem pisząc cokolwiek na stronę. Niebiescy zdetronizowali przeciwnika. Po prostu, bez dodatkowych komentarzy. Byli zorganizowani, mobilni i okazali się lepsi. Zmontowali całą rakietę, podczas gdy czerwoni nie przejęli bodajże żadnej skrzyni. Raz się wygrywa, raz gratuluje przeciwnikowi. Wszak to tylko zabawa i miejmy nadzieję, że siły się odwrócą następnym razem. Tutaj również chciałbym dodać, że nie odnotowaliśmy przekroczenia mocy replik. Podczas ostatniej strzelanki przechronowaliśmy wszystkich, a ostatnio sporą część grona. Nie było snajperów z miliardem fps’ów, najwięcej to bodajże 540 fps na kulkach 0.2g. Jeśli uważacie, że ktoś przekracza limit, możecie to śmiało zgłosić, a my sprawdzimy. Posiadamy chrono przy sobie i to nie problem podejść i sprawdzić. Na szczęście nikt na to nie narzekał, więc kolejny plus.

Reasumując. Gra przebiegła sprawnie, a przy takiej ilości ludzi każdy się chyba dobrze bawił. Przynajmniej nikt się nie żalił, więc tak sobie uroiłem. Oby kolejne imprezy trzymały taki poziom, ponieważ jesteśmy Wam ogromnie wdzięczni, że potraficie załatwiać sprawy jak dorośli, a nie jak dzieci w piaskownicy. To Wy budujecie klimat, my jedynie dajemy możliwość.

Gratuluję również laureatom losowania i liczę, że sprzęt się przyda! Jedną z nagród był JPC od Tactical Army. Zwycięzca może poczytać o nim tutaj, gdzie przekazałem kilka słów z użytkowania. Ciekawostka – wciąż go mam i używam regularnie. Dziękuję w imieniu swoim i wszystkim z ekipy za nagrody Cytadeli ASG. Piona!

Ogromne podziękowania dla Combat Foto A.G. za zdjęcia! Galerię z tego PNM znajdziecie na profilu.

Nie myślcie też, że jestem jakimś pesymistą. Mam taki styl pisania i rozmawiania i chętnie wkręcam się w dyskusje. Jeśli się z czymś nie zgadzacie, piszcie! 😉