PNM 2/2020 – Signal War

Zimy za oknem wciąż nie widać, jednak poranne warunki pogodowe sprawiły, iż wielu ludzi nie dotarło na ostatnią strzelankę. Deszcz, plucha i spory wiatr nigdy nie są mile widziane, ale nie tylko latem człowiek strzela. Na szczęście w trakcie gry rozpogodziło się i uczestnicy nie narzekali, a przybyło ich ponad osiemdziesiąt. 

W porównaniu do poprzedniej pierwszej niedzieli miesiąca, tym razem proces chronowania przebiegł sprawniej. Ludzie stawiali się partiami na długo przed odprawą, co znacznie ułatwiło nam pracę. Warto zaznaczyć, iż ani jedna osoba nie przekroczyła dozwolonego limitu, co może znaczyć tylko jedno. Bezpieczeństwo przede wszystkim. W tym miejscu warto jednak przypomnieć, na czym rzecz polega. Chronujemy każdego na kulkach o wadze 0.3g i sprawdzamy joule, nie fps’y. Wartość, która pokazuje się na urządzeniu oznacza prędkość wylotową kulki o masie 0.3g, nie 0.2g jak jest to powszechnie przyjęte i nas ta wartość nie interesuje. Piszemy o tym, ponieważ wielu ludzi odchodząc było zdziwionych, iż mają tak mało fps’ów. Na szczęście po to jest program pilotażowy, aby każdy się wdrożył. Warto również wspomnieć, dlaczego tak się dzieje. Za przykład posłuży nam SSG24 od Novritcha. Sprężyna M170 i kulka 0.2g pokażą wynik (około) 555 fps. Mieści się w standardzie ogólno przyjętych fps’ów. Na kulce 0,49g wartość Joule wynosi 3.9-4.1J. W dużym skrócie – jest to mocna giwera, a licząc dalej fps’y można wrzucić nawet M190 (wówczas pokaże około 598 fps@0.2g). Nie wyczytaliśmy tych wartości w internecie i nie jest to herezja, która zabija snajperstwo. Wykonaliśmy test na sprężynie M170 i kulkach 0.49g. Dystans 30-110 metrów. Zawsze celnie. Na mniejszym strzelaliśmy w plecy/kamizelkę, żeby nie zrobić krzywdy (30 metrów to minimalna odległość strzału). Jednak na siedemdziesiątym metrze warto było sprawdzić, czy boli. Strzał poleciał na wysokości żeber i po 30 minutach na ciele pozostała opuchlizna i ból. Wyobraźcie sobie SSG24 na konfiguracji 598 fps i kulce 0,49g, wykorzystując MED i oddanie strzału na 30 metrów w łeb. Zostawiam to Wam. Gwoli przypomnienia – snajperów jest dzisiaj sporo. O ile o tych doświadczonych nie ma się co wiele martwić, to o fanatyków olx’a i gotowych replik już bardziej. No ale, nie o tym mowa, prawda? 

Signal War, czyli kolejny nowy scenariusz w wykonaniu Airsoft Trójmiasto i 10th Shadows przeszedł swój dziewiczy test. Każdy z uczestników otrzymał trzy pinu w różnym kolorze (dla danej strony inne kolory). Celem było zlokalizowanie i dotarcie do swojej anteny, a następnie umieszczenie konkretnego pina. Podpowiedzią był pierwszy włożony pin o danym kolorze, jednak niestety nie wszyscy zwrócili na to uwagę na początku. Na szczęście można było dokonać poprawek. Gra była dynamiczna i sytuacja w pobliżu każdej z sześciu anten zaogniała się z minuty na minutę. Dużą przewagę ze strony niebieskich zapewniła desperacja i zgranie od samego początku. Ruszyli z kopyta i w krótkim czasie zlokalizowali pierwszą z anten, tym samym ustawiając skuteczną obronę dookoła. Żółci musieli włożyć sporo wysiłku, aby w ogóle się przebić, co udało się dopiero pod koniec gry. Nie zapewniło im to wygranej, ale nie przegrali dzięki temu z kretesem. Wyniki kształtowały się następująco:

 

Drużyna Żółta:

  • punkt zielony – 30
  • punkt czerwony – 28 
  • punkt szary – 35

 

Drużyna Niebieska:

  • punkt czarny – 39
  • punkt niebieski – 38
  • punkt biały – 37

 

Jak widać niebiescy odnieśli zwycięstwo, ale dzięki woli walki żółci dobili sporą część punktów. Niestety doszło do nas sporo sygnałów o terminatorstwie niektórych, na własne oczy również to widzieliśmy. Na nieszczęście kamery odmówiły posłuszeństwa i nie mamy jasnych dowodów, ale wiemy na kogo mieć oko następnym razem. Poza tym nie doszły nas słuchy o innych spinach czy złym zachowaniu. Kolejna rzecz, która cieszy. 

Po grze standardowo rozlosowaliśmy nagrody od sponsora, Cytadeli ASG, a fotki wykonane przez Combat Foto A.G. możecie obejrzeć na facebook’u. 

Dzięki i do następnego!