Marcowa PNM za nami.

Poranny śpiew ptaków, słońce wychodzące zza horyzontu i sprzyjająca temperatura. Tak rozpoczęła się kolejna Pierwsza Niedziela Miesiąca na kębłowskiej żwirowni. Wybraliśmy scenariusz “Wyścig Szczurów”, o którym możecie posłuchać szerzej w tym miejscu.

Zapisało się około 140 ludzi, z czego przyjechało 110. Pragniemy przypomnieć, aby nie zapisywać się bez sensu lub dać nam znać, abyśmy wykreślili z listy, co da możliwość przybycia innym chętnym. Oczywiście końcowy wynik cieszy niezmiernie! Zebrać tylu ludzi w jednym miejscu to dla nas motywacja do działania. Wciąż nie przekroczyliśmy magicznego rekordu 142 ludzi, ale rok jeszcze długi, prawda?

Sama gra rozpoczęła się dosyć nudnawo patrząc z perspektywy niebieskiej ekipy. Leniwie opuścili respa i ruszyli we wszystkie strony, zapominając po części o głównych założeniach scenariusza. Najpierw należało znaleźć skrzynie, dzięki której możliwe było zdejmowanie kolejnych punktów. Nie pamiętam dokładnie w którym momencie się to udało, jednak po upływie dwóch godzin wciąż nie przejęli żadnego punktu. Żeby nie było – odległość rozlokowania każdej skrzyni była taka sama, patrząc nawet na ukształtowanie terenu.

Kolejne minuty mijały, a czerwoni przodowali z każdą z nich. Zaczęli skromnie, od zajęcia strategicznej pozycji na środku pola, przy pierwszym punkcie, który bez problemu przejęli chwilę wcześniej. Wykorzystując to, że przeciwnik nie może się przez obronę przebić, biegali po terenie i zdobywali kolejne tabliczki. To przy użyciu zwykłej siły, a to przy zasłonie dymnej i przemyślanej strategii. Miło oglądało się takie zagrania. Niebiescy rozproszyli się po całym terenie odpychając wroga, który co rusz wypuszczał kontrę. W końcu, na trzydzieści minut przed końcem, wzięli się w garść i wspólnymi siłami zdobyli trzy punkty. Niestety było to na nic, ponieważ czerwoni zaliczyli wyścig na prawie godzinę przed czasem. Tak mniej więcej wygląda cała rozgrywka, a teraz czas na słowo od orga.

Byłem świadkiem nieprzyjemnej sytuacji. Nawet wielu prawdę mówiąc. Zacznijmy od pierwszej, kiedy to młody chłopak ostatkiem sił rzucił się ze skrzynią przy pierwszym punkcie pod ostrym ostrzałem wroga. Obserwowałem wszystko z bliska zaznaczam. Po kilku minutach zbliża się do niego inny uczestnik z przeciwnej drużyny i rzuca słowami “Ty to kolego fajnie nieśmiertelny jesteś (…)”. Ludzie. Ile można. Stałem w odległości niecałych 10 metrów od chłopaka, do którego nie doleciała żadna kulka. Pojedyncze odbiły się od drzewa. Ten, który rzucił oskarżeniem, był ponad 30-40 metrów dalej. Zanim wystosujecie takie oskarżenie, to bądźcie czegoś pewni. Psuje to klimat i radość z gry.

Idąc dalej. Rzucanie epitetami w stronę innych jakimi cyborgami nie są też nie jest mile widziane. Mam świadomość, że jest to nieodłączna część airsoftu, ale poważnie. Nie mamy 15 lat i nie jesteśmy w gimnazjum. Można wstać, ubrać kamizelkę i zgłosić sytuację do organizatora lub samemu upewnić się, że druga osoba nie oszukuje. Wyzywanie niewiele zmienia, a jak wyżej, psuje klimat i radość.

Trzecia i ostatnia sytuacja, to siedzenie na terenie gry jako trupy. Nie po to są respy, aby mieć je w poważaniu. Można by przymknąć na to oko, ale nie w momencie, kiedy gracz-trup zmienia się w orga-kata-strzelca-oskarżyciela. Kolejna sytuacja, przy której byłem. Widzisz złe zachowanie? Zgłoś to. Widzisz, że obok stoi org i się przygląda? Tam kończy się rola gracza. Mylne wrażenie terminatorstwa to rzecz powszechna, ale jako trup nie na respie strzelać do kogoś takiego? Szanujmy się.

Poza tym było bardzo sympatycznie i każdy chyba dobrze się bawił. Na koniec rozlosowaliśmy nagrody od sponsora cyklu, Cytadeli ASG i słowem końca zapraszamy za miesiąc!